Ten piękny marketing!

reklamy

„Panie Mariuszu, założy Pan 15 „fejkowych” kont i polubi Pan nasz wpis. Ale szefie, to jest bez sensu! Jak bez sensu, przecież klient wejdzie i będzie widział, że nas lubią.”

Kurtyna.

Rozmowa jest zapisem autentycznej dyskusji między pracownikiem, a szefem w jednej z firm. Jest też dokładną wykładnią tego jak bardzo można nie rozumieć czym jest dobry marketing. Dzisiaj kilka słów o tym, że promocja marki nie gryzie i czasami wystarczy spokojnie pomyśleć albo wrzucić w Google pewne zagadnienia, by wyjść z walki o klienta z tarczą (lub chociaż orderem z ziemniaka).

#A jak Agencja. 

W większości sytuacji, dla niewielkich przedsiębiorstw czy freelancerów najlepszą opcją jest wewnętrzny dział marketingu. Jeżeli dział marketingu ma składać się z syna i córki właściciela firmy, czy osobiście prezesa to żadna ujma na honorze. Nie każdego stać na wielkie agencje (a czasami i one nie będą zainteresowane współpracą), pracownik firmy obsługujący FB/TT/Snapchata  i np. wysyłający newsletter to norma. Gorzej kiedy jednak ktoś uważa, że wystarczy założyć profil na społecznościówce, lubić wszystko jak leci, wykupić koreańskich fanów strony i wszystko będzie dobrze. W takiej sytuacji naprawdę warto skorzystać z porady agencji. Spokojnie znajdziemy firmę która za niewielką stawkę efektywnie poprowadzi nam profil, nawet ucząc na nim stażystów ;).

Dobiorą formę komunikacji, zrobią porządną kampanię i wytyczą jakiś kierunek promocji. No i nikt nie zamknie Wam profilu za złe sformatowanie konkursu na FB…

Jeżeli jednak nie ufacie, tym wszystkim „świątyniom zła”, poczytajcie i popróbujcie. Nic złego nie stanie się, jeżeli puścicie sami kilka kampanii płatnych na próbę, podejdziecie kreatywnie do tematu fajnych zdjęć, filmów czy innych treści zamieszczanych przez Waszą markę. Pamiętajcie tylko – statystyki są po coś, a nie tak sobie. Zainstalujcie piksel konwersji, zbierzcie trochę danych o swoim kliencie, eksperymentujcie z różnymi porami wrzucania postów/tt (ludzie naprawdę w zależności od grupy docelowej, przebywają na profilach o różnej porze i nie ma złotej zasady). Nie macie grafika? Istnieje mnóstwo darmowych programów do obróbki graficznej (sami mamy lvl. master  w Canvie), a strony takie jak Pexels już wielokrotnie ratowały marketingowcom pupę. Dowiedzcie się trochę o medium którego używacie. Krzywdy raczej nie zrobicie, a może odkryjecie w sobie talent do sterowania społecznością ;)?

#B jak Brand.

Pod tym hasłem wykorzystamy od razu dwa zagadnienia. Po pierwsze –  szanuj swój brand. Pamiętaj, że Twoja marka, opinia klientów to największy kapitał. Jeden skrzywdzony klient może przynieść setki strat. Zaczyna się od rozwalenia wizerunku, a kończy na pustce w kasie. Klient ZAWSZE ma racje, a jeżeli nie ma, podejdź do niego jak do najbliższej osoby. Pogłaszcz, przytul, spróbuj pomóc. Chyba, że chcesz zostać hitem internetu, na „kryzysach”.

Po drugie – monitoruj. Skąd B w monitoringu? Wejdź na Brand24 i zrozumiesz. Wykup nawet pakiet minimalny i zobacz jak klienci widzą Twoją markę. Nawiąż z nimi kontakt, reaguj wtedy kiedy trzeba. To pozwoli też rewidować założenia kampanii, monitorować jej efekty i działać w tzw. real time.

#C jak Content.

Jak wszyscy dawno wiedzą, nie tylko content to król, ale ostatnio jedna z najprężniej rozwijających się dziedzin marketingu. Ciekawa treść, dobrze podawalna, stanowiąca bazę wiedzy – jest w stanie przyciągnąć do Ciebie wielu klientów. Jeżeli by ją zdobyć, będą musieli „zapłacić” tweetem czy postem, to obydwie strony będą szczęśliwe. Może, chcesz ich po prostu namówić na zapisanie się do newslettera, ale w zamian dasz im coś za darmo? Niezależnie od tego którą stroną pójdziesz, nie generuj chłamu. W życiu nie należy być nijakim, czy razić „bylejakością”, a co dopiero w internecie, gdzie każdy chcę być najpiękniejszy i najmądrzejszy? Dobra treść  i sensowna jej dystrybucja jeszcze nikogo nie zawiodła!

twitter

#D jak Dywersyfikacja.

Uważasz, że jeżeli wszyscy mają konta na Snapchacie to Ty też musisz? To tak nie działa! Pójdźmy po bandzie – jeżeli masz sklep handlujący torfem, raczej niewielu użytkowników ze swojej grupy docelowej tam znajdziesz. Tak, dalej możesz zrobić tam kreatywną kampanię i mieć fajny kanał. Zastanów się jednak gdzie tak naprawdę siedzą Twoi klienci, co bardziej dopasujesz do charakteru swojej marki. Brutalnie rzecz ujmując – po cholerę Ci to całe konto, co chcesz przez nie wyrazić, do kogo trafić i czy będziesz w stanie zapełnić je ciekawą zawartością.

 

#E jak E-mail. 

Poświęć trochę czasu na to by Twój klient do Ciebie wrócił. Stwórz ładny landing page, przysiądź chwilkę nad programem takim jak Fresh mail, poczytaj o kampaniach newsletterowych. Jeżeli wysyłasz do swojego klienta wiadomość, skup się na tym by była ona czytelna, estetyczna, zawierała faktycznie interesujące go informację. Dorzuć mu coś w bonusie, by faktycznie ten biedny człowiek dostał coś w zamian za pozostawienie swoich danych. W ostateczności, możesz po prostu być dla niego przydatny…

 

#F jak Fun. Frajda. Fajerwerki.

Równie dobrze, moglibyśmy tu napisać – o ryzykowaniu w kampaniach. Wyróżnij się albo zgiń to największy banał, zaraz obok wszystkich mantr „co nas nie zabije, to nas wzmocni”.

Niestety obydwie zgrane tezy są prawdziwe. Jakoś musisz wyskoczyć z tłumu. Możemy podać tu przykład Rak’n’Roll – czyli fundacji zajmującej się chorymi na raka. Nieuczesane kampanie, niegrzeczne plakaty, sprawiły, że o ich akcjach zawsze jest bardzo głośno i zawsze w pozytywnym sensie.

Raz do roku, cała branża kreatywna obgaduje jeden mecz  w USA, podczas którego reklamy prześcigają się w pomysłowości i przyciąganiu uwagi potencjalnych klientów. Bo możemy liczyć, zamykać wszystko w tabelkach, ale bez dobrego pomysłu nie zajedziemy daleko. Ostatnio na tej zasadzie w rodzimej branży, głośno było o kampanii „Adrian”. Seria plakatów, grafik, które zbudowały dobrą narrację, spójne „copy” i dobrze dobrały ambasadorów. Nagle okazało się, że coś takiego jak rajstopy może być kontrowersją.

facebook

#G jak Grywalizacja.

Lubisz gry? My też. Każdy lubi chociaż trochę się sprawdzić, ścigać, nabić level czy poturlać kością. A co gdybyś wprowadził w odpowiedniej formie elementy gry, do kampanii promocyjnej swojej marki? Więcej na ten temat poczytasz u wspomnianego w poprzednim wpisie Pawła Tkaczyka, ale z grubsza chodzi o to by klient wchodząc na Twój profil, blog, stronę przeżywał przygodę. Miał po co wracać. Grywalizacje zawierać może fajnie zbudowany program lojalnościowy, który w zamian za listę zrobionych przez Twojego klienta czynności (w określony przez Ciebie sposób czy w określonym czasie) nagradza go punktami. Może to być wielopoziomowy (między-platformowy) konkurs, z jasno określonymi nagrodami. Opcji jest wiele, od Ciebie zależy którą wybierzesz.

 

I na tym dzisiaj się zatrzymamy.  Dalsza część wkrótce. Zostało nam jeszcze kilka liter, pod którymi można ukryć parę dobrych praktyk w promowaniu swojej marki. Wiemy, że to podstawy i każdy z tych tematów można zgłębiać oddzielnymi artykułami, a i tak pewnie pływalibyśmy głównie po powierzchni – co nie znaczy jednak, że nie należy tych podstaw utrwalać. Wszystkich zachęcamy do poczytania o każdym z nich, potrafią być naprawdę ciekawe i może łaskawszym okiem spojrzycie na znajomych, gadających o „fajnym kejsie” ;). Żeby skończyć poważniej, podsumujemy to tak:

Wiedzieć, znaczy być niezależnym. – WeeCase Coelho.

#WeeCaseTip:

  • stary ale ciągle aktualny artykuł z Socjomanii: KLIK!
  • najlepszy Brand w Polsce: KLIK!
  • polski program, dzięki któremu newslettery hulają po sieci: KLIK!
  • ponownie Pan Tkaczyk, tym razem podstawy grywalizacji: KLIK!

One thought on “Ten piękny marketing!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *